
Czterdzieste urodziny w świecie pokera to coś więcej niż okrągła liczba. Dla Shauna Deeba to moment, w którym drzwi do Poker Hall of Fame oficjalnie się otwierają. Pytanie tylko, czy otworzą się szeroko już teraz, czy każą mu jeszcze chwilę poczekać.
Najtrudniejszy możliwy moment na debiut
Shaun Deeb 1 marca skończył 40 lat i tym samym uzyskał prawo do nominacji do Poker Hall of Fame. W teorii wszystko się zgadza – osiągnięcia, staż, wpływ na grę. W praktyce trafia na jeden z najmocniejszych roczników ostatnich lat.
W kolejce wciąż czekają uznane nazwiska: Scott Seiver, Antonio Esfandiari, Phil Galfond, Vanessa Selbst czy Matt Savage. A to dopiero początek listy. W ostatnim roku wymagany wiek osiągnęli także highrollerowi giganci: Jason Koon, Justin Bonomo oraz Isaac Haxton – każdy z nich z ponad 60 milionami dolarów wygranych na żywo.
W takim gronie nawet wybitne CV nie gwarantuje niczego. Tu nie chodzi o to, czy ktoś zasługuje. Chodzi o to, kto w danym roku „zasługuje najbardziej”.
Liczby, które trudno zignorować
Liczby Deeba naprawdę robią wrażenie. Osiem bransoletek World Series of Poker – więcej ma tylko sześciu graczy w historii. Liderem pozostaje Phil Hellmuth z 17 tytułami, ale samo znalezienie się w tym elitarnym gronie mówi bardzo dużo.
Do tego dochodzi 17,4 mln dolarów wygranych w turniejach live według The Hendon Mob oraz imponująca regularność. Deeb wygrywał i wygrywa od blisko dwóch dekad – zarówno na żywo, jak i w świecie poker online, gdzie budował swoją pozycję jeszcze w latach 2000. Nie był jednosezonowym objawieniem. On po prostu ciągle tam jest.
Szczególne znaczenie mają też dwa tytuły Gracza Roku WSOP. Takim osiągnięciem może pochwalić się tylko on oraz Daniel Negreanu. Co więcej, Deeb jest aktualnym posiadaczem tego wyróżnienia, a świeże sukcesy potrafią działać na wyobraźnię głosujących.
Jedno miejsce, wiele legend
System jest bezlitosny – World Series of Poker co roku wprowadza do galerii sław tylko jedną osobę. Wyjątkiem był 2025 rok, gdy po wyjątkowym sezonie specjalne wyróżnienie otrzymał Michael Mizrachi, kilka dni po tym, jak do Hall of Fame dołączył Nick Schulman.
Dlatego nawet tak mocna kandydatura jak Deeba nie daje pewności. Jedno jest jednak niemal przesądzone – jeśli nie w tym roku, to w którymś z kolejnych. Bo trudno wyobrazić sobie historię współczesnego pokera bez jego nazwiska wśród wybranych. Teraz pozostaje tylko czekać na decyzję.









